Czym dla mnie jest Vanlife

Vanlife to minimalizm. Życie na bardzo prostych zasadach, sprowadzone do minimum, ale skondensowane do maksimum tego, co najlepsze. To sposób bycia i zupełnie innym trybie, w którym nikt mnie do niczego nie zmusza. Moja filozofia poza wyznaczonym systemem i obalanie powszechnych schematów.

To moje wyjście ze strefy komfortu i ucieczka przed tymi, co na co dzień żyją w miejskiej dżungli i pracują w wielkich korporacjach. Przed ludźmi, którzy wciąż kupują nowe rzeczy, a nie kolekcjonują przeżycia.

To mój mobilny dom, taki jaki chciałam mieć. W standardzie, który mi odpowiada i na który mnie stać, bez konieczności płacenia za nocleg. To moje biuro w leśnym rezerwacie i moja sypialnia przy plaży z widokiem na morze. Moja przestrzeń, swoboda i wolność. Moje życie bez granic. Moje wybory. Moja zmiana domu na blaszany samochód.

Vanlife to nieustanna podróż, nawet jeżeli od kilku tygodni stoję już w jednym miejscu. To stały przegląd niezliczonych wąskich uliczek, unikalnych barów, spotykanie wspaniałych ludzi z pasją, prowadzenie ciekawych dialogów, poznawanie nowych smaków i zapachów. Codzienne przeżywanie nowych emocji, przygód, odkrywanie świata i siebie. Rozwijanie pasji, spełnianie swoich marzeń.

Życie w symbiozie z lokalną tradycją, zgodzie z naturą oraz bliższe obcowanie z nią. To mój poranek przy włoskim espresso, to mój dzień na górskim szlaku Pirenei i mój wieczór z rumem przy ognisku na pustyni. To świt, z widokiem na wzburzone morze kiedy, to budzi mnie deszcz bębniący o dach i wieczór kiedy, to kładę się spać przy szumie fal niczym z ogromną muszlą przy uchu na poduszce. Inaczej już zasnąć nie umiem…

Vanlife to też smutki i troski, ale nie inne niż przeżywają normalni ludzie. Czasem mam wrażenie, że to nieustanna walka o przetrwanie, splot niespodziewanych zdarzeń, czarna seria, która każdemu się przecież przytrafiła. Jak w normalnym domu zatrzasnęły mi się drzwi, przeciekał kran i przypaliłam obiad. Jak każdy samochód i mój czasem się zepsuł czy przebiła się w nim opona. Zdarzyło się spotkać  na mojej drodze ludzi, których obdarzyłam zaufaniem, a okazali się go niewarci. Z tego powodu przeżywam jak każdy większe lub mniejsze rozczarowania.

Czasem odczuwam samotność, ale raczej z własnego wyboru, bo vanlife to ogromna społeczność. Często bardzo zżyta i wzajemnie się pozdrawiająca za każdym razem, gdy tylko się mijamy. Wszyscy służą dobrą radą, a nawet manualną pomocą. To dotyczy też innych ludzi, spacerowiczów, którzy chcą mnie poznać. Usłyszeć moją historię, przeżyć to, na co sami nigdy się nie odważyli.

Czego oczekuję? Mój pojazd, który jest moim domem, pozwala mi spełnić wszystkie fizjologiczne potrzeby. Pozwala mi się wyspać, wykąpać  i najeść. Mam pełną swobodę ruchów, w jakie miejsce mnie dziś dowiezie,  by pozwolić mi spełnić kolejne marzenia. A vanem bardzo łatwo puścić się w nieznane, tym bardziej że czuję się człowiekiem wolnym i pełnym pasji. Podążam za głosem serca.

Żyję w swoim prywatnym raju, który jest całym światem.  I tylko ja decyduję o tym, gdzie dziś się on znajduje.

O mnie: kamperija

 

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o