Dom na wodzie. Prawda i mity

Co powiecie na to, by Wasz wymarzony dom wybudować na… wodzie? Waszym ogrodem stałaby się rwąca rzeka, która kołysałaby Was codziennie do snu, a zadowolony mąż mógł do woli wędkować z tarasu?

Jak się okazuje, ten pomysł stał się już bardzo rozpowszechniony, znajdziecie liczne projekty, firmy wykonawcze, a nawet poradniki jak samemu wybudować oryginalne lokum. Na pływający dom decydują się ludzie, którzy cenią bliskość natury, poszukują spokoju, a równocześnie lubią aktywny tryb życia.

Podstawowym atutem takiego lokum jest to, że nie musimy wydawać pieniędzy na zakup działki budowlanej ani marnować czasu w urzędach na wyrobienie dokumentu pozwolenia na budowę domu. Zazwyczaj budynek taki jest ekologiczny, a stawia go się w krótkim czasie.

Niestety pojawia się też wiele wad i w rzeczywistości nie jest to takie proste. W świetle prawa taka konstrukcja jest ”statkiem wodnym”  pozbawionym czytelnych norm i regulacji prawnych. To spowoduje wielu utrudnień.

Do urzędu udać się jednak będziemy musieli, bo o ile panele fotowoltaiczne, butle gazowe i zbiorniki na nieczystości zapewnią nam samowystarczalność, to pływającego domu nie możemy, po prostu zacumować gdzie chcemy.

W oddziale Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej postarać musimy się o uzyskanie prawa do terenu, za który oczywiście będzie trzeba zapłacić. Miejsce musi być też na tyle dostępne, że dojedzie do nas cysterna z dostawą np. wody.

Mobilność domu wyklucza również możliwość otrzymania kredytu hipotecznego, nie będziemy mogli też w nim się zameldować, ani nadać mu adresu pocztowego.

Pierwszy dom na wodzie wybudował Kamil Zaręba z Wrocławia w roku 2013. Pionier pomysł realizował przez 8 lat. Chciał on zamieszkać w centrum dużego miasta, blisko swojej pracy, ale nie w małym mieszkaniu w wieżowcu.

Tak zrodził się pomysł na pływający dom, by żyć przestronnie i w bliskości natury.