Życie w vanie. Czy zapuścimy kiedyś korzenie?

Każdy chyba przeżył moment, kiedy to siedząc w pracy, przy komputerze lub leżąc na kanapie, przed telewizorem, w chłodny zimowy wieczór zamarzył o gorących wakacjach na rajskiej plaży. O drinku z parasolką, bujając się w hamaku zawieszonym na palmach. O turkusowym morzu, gorącym słońcu i złotym piasku.

Tymczasem za oknem zawierucha i deszcz, na dodatek jutro znowu poniedziałek. Dopiero co wzięliśmy dodatkowy kredyt na nowy samochód, a w pracy mają niebawem wybrać nowego dyrektora. Awans więc i podwyżka. W tym roku chyba trzeba będzie zrezygnować z wakacji. Tak to już jest, że będąc w domu, tęsknimy za podróżami.

Podobno podstawą egzystencji każdego człowieka jest bezpieczeństwo i stabilizacja. Pewność na dziś i na jutro. Fundamentem jest dom, zdrowie, partner, dzieci i stabilność finansowa poprzez dobrą posadę.

Oszczędzamy na lepszy samochód, emeryturę, przyszłość pociech. Swoje posesje ogradzamy murem, by odciąć się od zewnętrznego świata. Opłacamy dodatkowe ubezpieczenia, by nie martwić się o to, co może wydarzyć się w przyszłości. Świadomość przebywania w jednym miejscu daje nam wygodę, wiemy gdzie udać się do lekarza, gdzie jest najbliższy sklep i przedszkole dla dzieci. Staramy się żyć tak, by mieć przygotowane rozwiązanie na wszystko, co może nas zaskoczyć.

Czy żyjąc w vanach, zatęsknimy, któregoś dnia za domem?

Co z ludźmi, którzy świadomie z tego zrezygnowali? Z dnia na dzień śpią w innym, nieznanym i niepewnym im miejscu, a na dodatek wciąż są w drodze?

 Wybrali życie w swoich vanach, bez stabilności, bez domu z fundamentami i bez znajomego pediatry w okolicy. Zrezygnowali z wygód, żyją w podróży, mieszkają w dużych samochodach z dala od rodzin. Pracują zdalnie lub dorywczo. Spędzają dni w nowych miejscach, na codziennych poszukiwaniach spokojnych parkingów na spędzenie nocy, wody, by się wykąpać i sklepu, by mieć co zjeść. Idą własną drogą, na której nie chcą niczego przegapić i niczego zmarnować.

W jakich realiach lepiej żyć? Czy zapuścimy kiedyś korzenie? Czy raczej wciąż będziemy rozwijać skrzydła?

W rzeczywistości stabilizacja jest naszą indywidualną kwestią, czasem i paradoksalną. Mogą być to bardzo odrębne życiowe oczekiwania, a dążyć do nich można różnymi drogami. Może to być zarówno stabilność, jaką daje dom i rodzina lub dla osoby samotnej- udane życie singla z przelotnymi romansami. 

To, co w danym etapie życia potrzebujemy, wiemy jedynie my sami. My powinniśmy wiedzieć, czy jesteśmy zadowoleni z tego, co mamy i czy warto coś zmienić lub nie. Spróbujmy czasem przekroczyć granice własnego bezpieczeństwa i nie szukać stabilizacji jedynie w dobrach materialnych. Dom tworzymy my sami, nie ściany, które wznieśliśmy.  Pamiętajmy, że stabilizacja a stagnacja to dwie zupełnie inne rzeczy.

O mnie: kamperija

 

 

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o