Szwajcaria. Wszystko zaczyna się od marzeń..

Przeszłość. Wszystko zaczyna się od marzeń, ale nie każdy ryzykuje wyjście poza bujanie w obłokach. Nie każdy sięga ręką po to co wydawało się nieosiągalne. Dla mnie, dziś jest Szwajcaria.

Moim marzeniem było zamieszkać w górach. Mieć je na wyciągnięcie ręki, czuć ich energię, potęgę magnetyzm. Wyartykułowanie tego zdania zajęło mi 35 lat życia. Określenie czego chcę. Wbrew pozorom nazwanie prostych, wewnętrznych potrzeb, jest bardzo trudne.

To coś zaczęło mi w duszy grać pewnie, gdy jako dziecko obejrzałam film o Heidi. Wtedy tego nie rozumiałam, ale te niezapomniane widoki górskich szczytów wyryły się w głowie niczym amen w pacierzu i wracały w postaci rysunków. Zapomniana gdzieś tam chatka u podnóża ośnieżonych wierzchołków. Była ona o tyle specjalna, że zbudowana z drewna, małe okienka, buchający z komina dym zapraszający do wejścia i ogrzania się. Niby nic specjalnego, ale jednak coś, a dla mnie to “coś”, to  już wystarczająco dużo.

Moja historia nie powie, że rzucałam wszystko  i każdą wolną chwilę spędzałam odkrywając nowe szlaki. Wtedy się bałam. Bałam wszystkiego czy sobie poradzę, że będę sama, że nie znam się, nie wiem jak zacząć, nie mam pieniędzy i dziesięć tysięcy innych wymówek.

A czas mijał… Marzenie gdzieś się ukryło w szarej codzienności, ale rysunki wracały.

Najpierw odkryłam Karkonosze, kiedyś określane jako Góry Olbrzymie, ale na pierwszy prawdziwy kontakt, rozkoszowania się w samotności ich obecnością, były idealne. I zaczęła się nieśmiało odzywać miłość do Nich. Miłość do Gór.

(Foto.  Kukułcze Skały w Karkonoszach)

 

Pierwszy wyjazd do Szwajcarii sierpień 2012, niezapomniane spotkanie z Alpami spacer nad jezioro Seealpsee, przyciągający wzrok Säntis.

Już wtedy wiedziałam, że na pewno tu wrócę, że chcę więcej, że to odzwierciedlenie moich snów, że znalazłam się chyba w raju.

(Foto Seealpsee 08/2012)

Ale czas mijał, a niepewność ciągnęła mnie w dół.

Sylwester 31.12.2017 Kleine Scheidegg Jungfraujoch. Po roku czytania o “Dziewicy”, o budowaniu najwyżej położonej stacji kolejowej w Europie. Byłam tam, na wysokości prawie 3500 m npm, kończyłam cholernie trudny dla mnie rok z uśmiechem. I wiedziałam,  po prostu czułam, że to jest to i nic już mnie nie powstrzyma.

Czerwiec 2018.

Mój pierwszy dom w Szwajcarii. (ten po lewej stronie 😉)Zamieszkałam w Grindelwald w drewnianym domu z czerwonymi okiennicami. Z balkonu pozdrawiał mnie Eiger, a z okna sypialni mówił mi “dzień dobry”  i „dobranoc ” Wetterhorn.

(Foto. Po lewej stronie, widać mój pierwszy, prawdziwy szwajcarski dom w Grindelwald.)

 

Moje przygoda z widokiem na góry dopiero się wówczas zaczęła i trwa. Tak jak w górach, raz zdobywa się szczyt, a raz schodzi w doliny..

karkaozi

 

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o